
Klątwa rodzinna
To był zwykły mężczyzna, ojciec czworga dzieci
Wyszedł na minute, wyrzucić tylko śmieci
Odbiera dziwny telefon, ktoś mówi jestem blisko
On odwraca głowę, strzał, stracił wszystko
Uderzony został kijem, prosto w potylicę
Koleś ciągnie zwłoki przez całą ulicę
Ludzie tylko przyglądają się bezradnie
Ojciec walczy dalej, lecz pewne że padnie
Krwawi cały, wygląda to naprawdę strasznie
Tym bardziej, że co druga latarnia gaśnie
W końcu doprowadza go do opuszczonej szopy
W lewej ręce trzymając pełen kanister ropy
Leje wszędzie, po ojcu, meblach, ścianach
Pełno ropy nawet w ojca otwartych ranach
Ten chory psychopata zapala papierosa
Rzucając mówi, lepsze to niż w serce kosa
Biedna matka, wychowująca samotnie dzieci czworo
Przed oczami jej wisi ciągle męża nekrolog
Kobieta idzie sama wraca od onkologa
Płacze tak mocno, że łzami zalana cała podłoga
Wyrok napisany miała na małej, mokrej kartce
Że odejdzie do ojca cichym, zimowym marcem
Nie ma rodziny, wszyscy się odwrócili
Dzieci miłość i sumienie dawno potraciły
Co ma robić mama prosi, aby Bóg
Pozwolił męża spotkać u Jego wrót
Dzieci zostawione same na pastwę okrutnego losu
Nie poczują już nigdy zapachu wrzosów
Tylko zapach starych, poszarpanych ubrań
I zimno w domu dziecka gdy zbliża się czas grudnia
Gdy te dzieci dojrzały, życie sobie układają
Lecz o klątwie rodzinnej wcale nie zapominają
Jadąc na wspólne wakacje tak szczęśliwi
Los odwraca się do nich niesprawiedliwy
Wracając już do domu po małym odpoczynku
Uderzenie prosto w wiadukt, w ustach pełno tynku
Samochód rozpędzony miał zaledwie rok
Nie mieli lecz czasu nawet na mały skok
Okrutny los i to przeznaczenie znowu wraca
Tę rodzinę od zawsze śmierć będzie macać
Został tylko mały potomek z babcią w domu
On też nie znajdzie życiowego schronu
To klątwa, inni powiedzą zwykły przypadek
Lecz czy śmierć całej rodziny to może być wypadek?
Czy Bóg ich zawołał bo bardzo tego chciał?
Czy może anioły wpadły w wielki szał
A.B

0 komentarze:
Prześlij komentarz